Zarejestruj się

Please answer the following question

Which bands recorded songs: "Bela Lugosi's Dead" and "Love Will Tear Us Apart"?

  1.    Bauhaus
  2.    Siouxsie & The Banshees
  3.    Alien Sex Fiend
  4.    Joy Division
  5.    45 Grave
  6.    The Cure
  7.    Christian Death
Just select the correct answers among the proposed
Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Killing Joke – Pylon

Killing Joke - PylonRzadko kiedy czekam na nowe nagrania z takim przejęciem jak na Killing Joke. Od kilku tygodni w sieci pojawiały się kolejne zwiastuny albumu „Pylon” tego kultowego brytyjskiego zespołu. Na pierwszy ogień poleciał singlowy i wściekły „I’m the Virus”, później fani mieli możliwość posłuchać także bardziej lirycznej „Euphorii” i rewelacyjnego, bijącego mocno po głowie „New cold war”. Wrażenia i opinie były podobne więc nie ma co przeciągać. „Pylon” jest płytą roku a także jednym z najlepszych dokonań Killing Joke od wielu lat. Przyczyn jest kilka.

Po pierwsze jest to cholernie równa płyta, która w znakomity sposób wyważa muzyczne poszukiwania Jaza Colemana i spółki. Post-punk, industrial, metal, plemienne bębny oraz logiczna kontynuacja rozwoju zespołu od delikatniejszych brzmieniowo i zdecydowanie bardziej lirycznych lat 80-tych, przez pokręcone i poszukujące muzycznie lata 90-te aż po nagrane po siedmioletniej przerwie arcydzieło „Killing Joke” z 2003 roku i kierunek wyznaczony na poprzedniej płycie „MMXII” (2012) i  szczególnie takie utwory jak „Corporate elect” i „In cythera”, dla których oczywistym nawiązaniem są wspomniane już wyżej single.

Po drugie wściekłość i wrzask. Mówi się, że ludzie z wiekiem łagodnieją ale „Pylon” potwierdza zupełnie przeciwną tendencję. Kiling Joke jest na scenie ponad 36 lat, nagrali 16 studyjnych płyt i liczne dodatki a  członkowie już jakiś czas temu przekroczyli 50-tkę ale muzycznie są coraz bardziej drapieżni i niezmiennie wciągają inne kapele na śniadanie. Podobnie z tekstami i otoczką. Wystarczy obejrzeć najnowsze wywiady z Jazem Colemanem i posłuchać tego, co mówi na tematy globalnych korporacji, rządów bankierów, teorii spiskowych i wieszczenia upadku i końca świata, w którym żyjemy jak owce, opryskiwani przez substancje, które powodują, że już się nie buntujemy.

„Pylon” to muzyka końca cywilizacji, odbicie masowych fobii i frustracji. Jaz nie śpiewa już tylko o swoim zdrowiu psychicznym jak w „Sanity” na płycie „Brighter Than a Thousand Suns” (1986). To z czym boryka się od lat prywatnie i artystycznie stało się problemem globalnym, wirusem, zbiorową furią, które dotyczą wszystkich myślących ludzi.

Po trzecie jest to zupełnie „nie-radiowy” album, właściwie wszystkie utwory trwają dłużej niż 6 minut i stanowią prawdziwe rockowe etiudy, przeobrażające się w trakcie jak na przykład w apokaliptycznym „New Jerusalem” czy „Dawn of the hive” z całym wachlarzem możliwości wokalnych Jaza od delikatnego śpiewu po krzyk i growl, z symfonicznym industrialem w refrenach, punkowym tempem w zwrotkach i plemiennymi bębnami w przejściach. Do tego gitarowe pasaże Geordiego Walkera, które są nie do podrobienia i dodają mocy i charakteru każdemu utworowi na płycie. W „Big buzz” zespół muzycznie nawiązuje do własnego megahitu „Eighties” by już w kolejnym „Delete” znowu przejść w krainę niepokoju i wzbudzić chaos w natłoku dźwięków, które towarzyszą głównemu surowemu wątkowi aż do końca.

„Pylon” jest bardzo przemyślanym dziełem złożonym wyłącznie z rewelacyjnych utworów. Płytę otwierają i zamykają cholernie mocne i rozpędzone numery. Początkiem jest prawie 7-minutowy „Anonymous zone”, żywcem wyjęty z płyt „Killing Joke” i „Hosannas from the Basements of Hell” (2006) z rewelacyjnym motywem w refrenie, a końcem „Into the unknown”, z unoszącym się nad muzyką głosem Colemana i charakterystycznymi dla Killing Joke przestrzennymi refrenami. Właśnie tam idziemy, proszę państwa, w nieznane, w mrok.

Po czwarte co widać na przykładzie mojej recenzji w przypadku Killing Joke nie ma potrzeby i sensu odwoływać się do twórczości innych zespołów. To Jaz Coleman i spółka wyznaczają od 36 lat nową jakość, wzorce, odkrywają kierunki rozwoju muzyki i pozwalają słuchaczowi zagłębić się we własny kompleksowy i autorski świat w taki sposób, że nie trzeba już szukać czegoś innego.

„I’m the fury, the spirit of outrage, I’m the fire, I’m the virus” – śpiewa Coleman w singlowym utworze i jeśli jeszcze nie rozumiesz co się dzieje z tym światem, kto za tym wszystkim stoi i jak to rozwalić to po wysłuchaniu „Pylonu” będziesz już znać rozwiązanie.

chesnokov

Killing Joke – „Pylon” – Spinefarm 2015

O Autorze

Podobne posty

Komentarze