Antiworld – Still Outcast

Antiworld - Still OutcastNigdy nie mogłem się przekonać do tego zespołu; miałem jednak do nich duży szacunek za to, że już w połowie kiepskich dla deathrocka lat dziewięćdziesiątych starali się „nieść oświaty kaganek” i grali swoje. I nawet jeśli ich deathrock bardziej brzmiał jak horor-punk, to i tak nigdy nie ukrywali z nim związków i nie oglądali się na to, co akurat w gotyku (oraz punk rocku, który właśnie w tym czasie atakował MTV i szturmem zdobywał listy przebojów) jest modne.

Ich najnowszy album okazuje się najlepszą rzeczą, jaką do tej pory nagrali. Wciąż nazywanie tego deathrockiem może być cokolwiek naciągane, horror-punkowe wpływy panoszą się wszem i wobec, słychać jednak, że zespół okrzepł w swoim graniu i już nie stara się ścigać sam ze sobą. Kompozycje otrzymały większą porcję klimatu, niektóre trochę zwolniły (ale tylko w porównaniu do poprzednich dokonań zespołu – bo większość i tak wciąż zasuwa aż miło), co lokuje Antiworld gdzieś pomiędzy 45 Grave (wokal) a Misfits. Razić może to, co raziło i wcześniej, czyli podobieństwo do siebie wielu utworów, zwłaszcza w przypadku tych najszybszych, przez co płyta może zacząć nużyć po pierwszym czy drugim przesłuchaniu. Przy wielu innych wydanych w tym roku płytach (Frank The Baptist, The Last Days of Jesus, Black Ice, Miguele…) „Still outcast” może trochę blednie, jednak warto ją poznać, bo to w dalszym ciągu kawał solidnego grania.

Antiworld – „Still Outcast” – Dark Dimensions / Alice In… 2007